SZCZEGÓŁY
Data wydania: 2014
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 110 stron, mapy
Format: B5
ISBN: 978-83-7889-244-1
Realizacja zamówienia: 24 godzin
Wysyłka od: 10.00 PLN

W jednym z rogów falangi czterech żołnierzy uniosło na barkach mężczyznę. Biała broda zdradzała jego tożsamość – był to hrabia Fontaine. Poprzysiągł on ponoć, że pokona Francuzów nie konno ani nie pieszo, i w taki oto sposób dotrzymywał słowa – siedział na krześle, do którego przykuł go niedowład i tak udowadniając, że niezłomna dusza silniejsza jest od ciała. Przed nami panował bezruch. Fontaine oparł laskę o stopę. Muszkieterzy kurczowo ściskali broń, a za nimi wznosił się las pik. Francuzi zbliżali się. Straceńcy oddawali od czasu do aczasu strzał z pistoletu, na co nasze szeregi zwierały się tylko bez żadnej odpowiedzi. Atakujący zaczęli rozróżniać konkretne sylwetki, o niewielkim wzroście, ciemnej karnacji, bujnych wąsach, w dziwnych kapeluszach, opierające się o broń.

Nagle Fontaine uniósł swą laskę. Na ten znak odsłoniło się 18 dział, muszkieterzy pochylili się, a stok, którym posuwała się francuska linia, został zasypany gradem pocisków i odłamków. Linia zachwiała się na moment, a później cofnęła, pozostawiając teren usiany zwłokami. Gdy wiatr rozwiał dym, falanga znów stała niewzruszenie, muszkieterzy wyprostowani, a Fontaine wciąż był w tym samym miejscu. Diuk d’Enghien niebawem wstrzymał swe wojska. Dwa razy prowadził je naprzód i dwa razy został odepchnięty. Jego gwardziści i żandarmi zostali zdziesiątkowani, a jego rannego konia zalała krew. On sam został ranny w łydkę, a w jego pancerzu utkwiły dwie kule.

Tymczasem w szeregach Hiszpanów gdzieniegdzie zaczęły powstawać luki. Ludzie wciąż wydawali się niewzruszeni i zdecydowani, ostatnia salwa była jednak słabsza. Artyleria zamilkła, ponieważ zabrakło jej amunicji. Nie było już widać Fontaine’a na jego krześle – oto leżał tam, z twarzą obróconą ku ziemi i ciałem przebitym kulami. Stwórca oszczędził staremu żołnierzowi niezwykle bolesnego widoku rozbitej piechoty, którą uważał za niepokonaną. Francuzi zdołali postawić 3-4 odzyskane wcześniej działa. Diuk d’Enghien powalił ich ogniem jednego z rogów żywej fortecy. Przyprowadzono kolejne bataliony, które wydłużyły naszą linię ognia. Gassion zbliżył się ze swymi szwadronami. Szwoleżerowie Fertégo, zebrani na nowo, zagrażali tercjom z innej strony. Diuk kończył wydawać dyspozycje do czwartego ataku, gdy ostrzeżono go, że kilku hiszpańskich oficerów wyszło przed szereg i potrząsało kapeluszami, jakby prosili o darowanie życia. Diuk podszedł bliżej, by ich wysłuchać. Czy to jednak przez nieporozumienie, czy też przypadek, padło kilka strzałów, które zostały wzięte za sygnał do kolejnej salwy, z której książę cudem uszedł z życiem, a która obudziła w naszych żołnierzach prawdziwą furię. Kawalerzyści i piechurzy, wszyscy rzucili się naprzód. Dopadli falangi i przebili ją ze wszystkich stron. Żądza krwi ogarnęła naszych żołnierzy, a przede wszystkim Szwajcarów, którzy znacznie ucierpieli w pierwszych atakach, a teraz mścili się na wszystkich, których napotkali na swej drodze. Diuk Enghien, którego nikomu nie udało się wyprzedzić, osobiście rozbroił pułkownika Castelviego i przyjął jego poddanie się. Pokonani, oficerowie i żołnierze, tłoczyli się dookoła niego, odrzucając broń i błagając o ochronę. Diuk krzyknął, aby darować im życie, oszczędzić tych jakże dzielnych ludzi. Za jego przykładem poszli oficerowie i masakra ustała. Tercios viejos przetrwały!

Polecamy